Fotografia analogowa III

Fotografia analogowa III

Fotografia analogowa III

Kolejna przedkomputerowa realizacja – z 1993 lub 1994 roku. Na początek cała seria.
Zacznę od koncepcji i wyjaśnienia tego co jest na zdjęciu. Otóż dawniejsze kineskopowe monitory emitowały szkodliwe promieniowanie niekorzystne dla pracujących. Ramka z odpowiednim szkłem założona na ekran chroniła zdrowie operatora.

Myśląc nad koncepcją cyklu reklam (czyli znów advertising) zadałem sobie pytanie jak pokazać, że ta szybka rzeczywiście „działa”. Najlepiej bez długich naukowych opowieści. Ponieważ działanie filtra jest takie, że on tylko trochę „coś” (nawet nie bardzo wiemy co) zmienia to takąż koncepcję postanowiłem wdrożyć. Zaplanowałem to na dłuższą serię i postanowiłem wciągnąć odbiorców w swoistą grę.

Pierwsza realizacja była dość oczywista (w sferze koncepcji) bo wykonawczo było to być może najtrudniejsze zdjęcie w życiu. Obrazkowi towarzyszyły dwa słowa „Widzisz Ostrzej!”

Następny był w zupełnie innej sferze –  to był czas przemian. Każdy chętnie wymieniłby czerwone setki z Waryńskim (praktycznie bez wartości bo to po hiperinflacji) na Washingtona. Kolor czerwony zastępowany był tu zielonym. Pozytywnie i do przodu. Dlatego w haśle było „Widzisz Bogaciej!”. Zwróćcie uwagę na „ciągłość” banknotów.
Kolejna praca była hołdem Westonowi albo może  żartem czy polemiką z tym fotografem. Smutny czarno-biały świat –  został zastąpiony feerią barw. Ale jak widać przemiana ta dotknęła tylko papryk bo tło przecież nie uległo zmianie. Ten motyw niepełnej zmiany to jest clou – coś się zmienia ale nie wszystko. Hasło było piękne „Widzisz Smaczniej!”
W czwartej odsłonie postanowiłem troszkę podkręcić tempo. Niepełny akt – filtr coś odsłonił. Skutek tej reklamy był trafiony – dostaliśmy feedback, że komputerowcy brali pismo pod pachę szli do szefa i mówili: – kup nam takie filtry

W sferze tekstowej było tylko niewinne „Widzisz Więcej”. Realizacyjnie była to bardzo ciekawa robota bo zeskanowana klatka wyglądała dokładnie jak oglądacie. Czyli jest to przykład zgrabnej multiekspozycji o której już czytaliście.

Wszystko się kończy (w tym wypadku szkoda). Postanowiłem puścić znów oczko do komputerowców i wykręcić im moralizatorski morał. Logiczna inwersja poprzedniego projektu miała hasło „Widzisz Przyzwoiciej!”. Realizacyjnie to też multiekspozycja – wcale nie taka łatwa jak teraz widzę.
Cała seria spotkała się ze sporym uznaniem i to nie tylko u naszego klienta (JTT Computer) ale też u duńskiego producenta -który chciał nawet wykupić prawa do emisji tego na świecie. Później jakoś się to rozmyło czego żałuję do dzisiaj… Nad realizacja pracowaliśmy razem z Tomkiem Zielińskim i być może Piotrkiem Gielcem.

Mimo constansu projektowego wykonawczo te fotografie mocno się różnią. 1,4,5 to mulitiekspozycje, przy czy jak wspomniałem 1 okazało się ekstremalnie trudne. Dla odmiany 2 i 3 to była łatwizna (szczególnie 2). O kłopotach realizacji 1 zadecydował cień, który oczywiście jest tutaj absolutnie nieprzypadkowo. Po prostu uznałem, że fachowcy to docenią. Dokładniejszy opis realizacji dodam później – na razie będzie to wyzwanie dla fotografów z forum  Nikoniarze

Pora na opis realizacji. Idea była taka – ramka plus rozdzielność oświetlenia umożliwią montaż. Mamy trzy składowe zdjęcia – zewnętrze, ramka, środek. W realizacji 4 i 5 było jeszcze dość prosto. W „4” wpierw  było naświetlenie na środek i ramkę jednocześnie. Resztę planu zasłaniała czarna maska o wycięciu mniejszym od zewnętrza ramki wisząca „trwale” zaraz za filtrem (i podnoszona kiedy trzeba). Po pierwszym ekspozycji trzeba było ściągnąć tę maskę i zainstalować drugą tym razem zasłaniającą środek. Dalej wyłączyć światło skierowane na ramkę (bo inaczej dostałaby zbyt dużo). I druga ekspozycja. Modelka nieruchomiała na planie na dłuższy czas a asystent delikatnie ściągał jej garderobę. Trafienie z włosami nie było bardzo trudne. Pamiętam, że na 8 klatek (film) były chyba trzy dobre a w tym jedna idealna. Zdjęcie „5” ze zrozumiałych względów zaczęło się od zewnętrza ale reszta analogicznie.

Fota „1” była dużo trudniejsza bo wystąpiły dwa komplikatory. Pierwszy to wspólne światło dla ramki i planu, drugi – różna ostrość tablicy. Z tym drugim o tyle było to do zrobienia, że wystarczało tak plan zakomponować aby po ustawieniu maksymalnej przysłony (f45 lub f64) ostro była i ramka i tablica. Należało wykonać wtedy ekspozycję środka z ramką. A później wystarczyło zmienić przesłonę na f4,5 (tablica wypadała z ostrości), zredukować moc generatora o te, drobiazg!, 8 EV. Oczywiście nie było takiego zakresu regulacji więc trzeba było posłużyć się filtrami szarymi. A ponieważ takimi wtedy nie dysponowaliśmy to , ciekawostka, złożyliśmy dwa filtry konwersyjne B12 i R12 i zadziałało. Żeby jeszcze nie było tak prosto to doszedłem do wniosku, że środek powinien być lekko niebieski a zewnętrze bure. Na aparacie więc podczas ekspozycji środka założyłem B1,5 a przy zewnętrzu było B 1,5. No dobrze a co z ramką? Tutaj był spory problem bo ramka sama w sobie jasna była bliżej reflektora od planu i wychodziła prześwietlona. Wobec tego ekspozycję na środek podzieliśmy na dwie i po uzyskaniu dobrego naświetlenia ramki zakryliśmy ją starannie dodatkową czarną maską (czyli czarną ramką zasłoniliśmy białą). Jak widać nie tylko trzeba było to starannie wyciąć ale też równo położyć. Z tego powodu z wygodnej realizacji z poziomą osią fotografowania zrobiła się niewdzięczna praca w pionie. Maskę wykonał nieoceniony Tomek Zieliński. Pamiętam, że wyszedłem do jakiejś roboty a po godzinie czy dwóch Tomek to rozkminił i pokazał mi polaroida, który wyglądał tak jak trzeba. Oczywiście w realizacji można było zrezygnować z cienia i byłoby duuuużo łatwiej, ale w kwestii pójścia na łatwiznę w fotografii nigdy nie byłem kompromisowy.

Jeszcze możecie dopytać w kwestii fotografii 3 – jak zrobiliśmy białe i czarne papryki? Spray rozwiązał sprawę – trzeba było tylko pod ramką zaznaczyć przebieg koloru na tych paprykach co dokonywały metamorfozy. I podczas malowania wykleić odpowiednie partie papryki.

Tym wszystkim co przeczytali (i zrozumieli) ten opis gratuluję wytrwałości.

Morał (aktualny do dziś) zaś jest taki – czasem pozornie niewielka zmiana na planie zasadniczo wpływa na realizację. A dalej – powszechnie znane i opisane rozwiązania po niewielkiej zmianie np przezroczystej butelki na ciemną albo pojawienia się etykiety (w dodatku złoconej lub wypukłej) mogą być kompletnie bezsensowne. Zamiast katalogowania więc przepisów sporządzonych przez innych zdecydowanie lepiej nauczyć się identyfikować i rozwiązywać samodzielnie problemy (zwane przez mnie komplikatorami).

Fotografia analogowa II

Fotografia analogowa II

Fotografia analogowa II

W pierwszym tekście o fotografii analogowej (a dokładniej mówiąc analogowej wielkoformatowej – LF) napisałem o możliwości kształtowania płaszczyzny ostrości w tych konstrukcjach. Dzisiaj napiszę o czymś co nazywało się montażem optycznym lub mulitiekspozycją. Otóż fotograf mógł wielokrotnie eksponować klatkę fotograficzną nakładając na siebie obrazy. Z dzisiejszej perspektywy ta „możliwość” wydaje się wprost żałośnie skromna… ale zobaczcie co jednak dawało się zrobić:

Zdjęcie było zrobione tak:

  • na pierwszym planie był saksofon na szarym tle tak oświetlony aby jego wnętrze było ciemne
  • na drugim ogólnie czarnym spoczywała karta muzyczna silnie oświetlona od jej przodu i z szybko zanikającą tintą

Materiał (slajd 4″ x 5″) był naświetlony wpierw w jednym aparacie a później powtórnie w drugim na drugim planie. Ponieważ format około 10 x 12 cm jest dość spory to można było odrysować sobie na matówce na kawałku kliszy pierwszy kadr tak aby dopasować dokładnie drugą część projektu. Oczywiście trzeba jeszcze idealnie 2x trafić z naświetleniem (co w dawniejszych czasach było poważnym problemem). Warto zauważyć jeszcze dwie sprawy. Saksofon zrobiłem bardzo długą ogniskową a kartę najkrótszą jaką miałem. Ta niezgodność użytych perspektyw powoduje wrażenie „przebijania” płaszczyzny projektu i bardzo dodaje dynamiki. Dalej, nie z przypadku mocno jest oświetlony brzeg karty – maskuje on brzeg instrumentu naświetlony pod nim.

W sferze koncepcji to oczywiście karta muzyczna „pięknie gra” więc się to klei. Oczywiście można było być może wepchnąć tę kartę do instrumentu ale… byłoby to beznadziejnie dosłowne. Ta półprzezroczystość generowana przez nieliczne refleksy tuby przenosi projekt w inny wymiar. Niby niewiele ale wszystko. Zdjęcie, które oglądacie, zostało w stosunku do oryginału przez mnie później trochę wyplamkowane. Bardzo zmieniły się standardy i  brudy, które kiedyś przechodziły teraz absolutnie nie nadają się do pokazania.

W ogóle pokazywanie zdjęć sprzed 25 lat, wykonanych w zupełnie innej epoce jest podwójnie ryzykowne, raz, że sam zmieniłem sposób myślenia i najnormalniej dojrzałem, dwa, że należałoby na to patrzeć w kontekście poziomu branży, jej możliwości i oczekiwań klientów. Powyższa fota była wtedy na tyle interesująca, że oprócz wykorzystania w reklamach trafiła też na okładkę branżowego pisma o reklamie.

Fotografia analogowa I

Fotografia analogowa I

Fotografia analogowa I

Problem wielkości

W zasadzie nie myślałem o pokazywaniu tych prac. Raz, że to reklama a nie advertorial a dwa, że są to fotografie bardzo stare, dosłownie z pierwszych lat mojej zawodowej działalności – czyli tak 1994 rok. Impulsem do publikacji była rozmowa o możliwościach „starych” kamer wielkoformatowych jaka właśnie się odbywa na forum Nikoniarze. Pierwsza fotografia to przykład zastosowania przesuwów, zupełnie analogiczny do fotografowania elewacji architektonicznych. Krople były naniesione na poziome podłoże, klisza z logiem klienta umieszczona chyba prostopadle w pionie i pewnie odwrócona do góry nogami. Aparat po drugiej stronie, obydwa standardy równolegle do planu i pewnie sporo przesunięte.

Druga realizacja jest ciekawsza bo mamy tutaj bardzo duży plan. Z przodu leżą drobne elementy a z tyłu już spore przedmioty. To było spokojnie z 2 m2. Aby uzyskać taki efekt należało odpowiednio (czyli zgodnie z regułą Scheimpfluga) pochylić standardy.

Obydwie fotografie są o tyle ciekawe, ze stanowią w jakimś sensie zamknięte całości. W owych czasach nie można było „dostawić” czegoś na zdjęciu. Oddawało się kliszę, szło to na wielki skaner który wypluwał cztery wyciągi i… koniec. Teksty były obok zdjęcia. Dlatego w projekcie Eltronu napis został wykonany na planie. Pamiętam, że klient przyszedł wtedy z postulatem abyśmy pokazali cały jego asortyment (czyli wielkość firmy). Zadanie wprost niewykonalne a jak widzicie udało się upchnąć pewnie z 1000 elementów! Do tego piasek (też nie z przypadku).

Ale oczywiście „wymiar marketingowy” w obu tych zdjęciach jednak trochę za bardzo wychodzi i dlatego raczej jest to ciekawostka jak coś czym bym chciał się chwalić.

Zdecydowanie bardziej dojrzały jest taki o jakieś 3 lata młodszy (czyli dwudziestolatek) projekt. Realizacyjnie także możecie docenić zalety aparatu na ławie optycznej. 

Tu też chodziło o wielkość. Klient miał sprzedanych 35 000 aplikacji i chciał to oznajmić wszem i wobec. Łączenie zdjęć z grafiką było już wtedy możliwe, więc zamiast ramkologi dało się tworzyć lekkie ażurowe projekty. Same szpilki pozwoliły opowiedzieć dużo więcej historii – odnalazłem parę fotograficznych komponentów.
I jeszcze zbliżenie na dowód, ze czasem trzeba się chwilę napracować. Realizacją tego projektu zajmował się Tomek Zieliński i to właśnie on w ciągu pewnie dwóch godzin przygotował piękny rekwizyt co długo jeszcze na ścianie wisiał.

Jak opowiedzieć o tematach trudnych do opowiedzenia

Jak opowiedzieć o tematach trudnych do opowiedzenia

Jak opowiedzieć o tematach trudnych do opowiedzenia

Jak opowiedzieć o tematach trudnych do opowiedzenia (a przy okazji ruch, światło i aranżacja na przykładzie paru zdjęć).

Ruch, w martwej fotografii jaką się przeważnie zajmuję, jest jednym z ważniejszych problemów. Jak ożywić martwą materię tak aby coś opowiedziały, dodać tam emocję a choćby zaskoczyć?
Drugim też często trudnym zadaniem jest opowiedzenie o „trudnych” tematach. Przy pewnym poziomie ogólności konkretne zdjęcie (np reporterskie) może okazać się zbyt dosłowne (a przez to ciężkie). Jak znaleźć niedosłowne i zgrabne rozwiązanie???

Te dwa aspekty powiązały się ze sobą w takich to lalkowych realizacjach.

Tematem były wyzwania jakie spadają na młodego faceta. Czy to wygląda optymistycznie (???) – no cóż oceńcie sami. Ale wracając do wątku – lalki same w sobie niosą sporo dramatyzmu i jak dołożyć do tego „choreografię” to bez specjalnego wysiłku można uzyskać zadowalający efekt. Jak widać szpagat plus rozrzucenie uwagi na trzy fronty dało w prosty sposób ładunek dramatyzmu. Zdjęcie w kuchni – żonglerka – też było łatwe. W tańcu nie obyło się już bez pewnej większej interwencji – ale stosunkowo prosty zabieg wystarczył aby pokazać, że mogą być troszkę lepsze chwile w życiu młodego faceta. Choć z tymi lepszymi chwilami to to też jest względne bo fota pokazuje „ona jest królewną a ty musisz ciągle się starać”. A w końcu nie po to tyle się natyraliśmy aby ciągle się dalej starać! Pozostałych aspektów zdjęć nie będę omawiał bo ogólnie to jest średnio – to bardzo stare foty i teraz po latach zrobiłbym to lepiej. Ale w zakresie ruchu i „sprzedaży” tematu jest moim zdaniem OK.

Do lalek parę razy wracałem później w tym i takiej trzy zdjęciowej realizacji w której też zdecydowanie zaistniał ruch.

Tematem było bohaterstwo czyli, że czasem trzeba będzie się wykazać. Na początek był akwen wodny. Jakaś historia (wpół zatopiony sprzęt, topielec no i nasz bohater). Zadbałem o ruch ręki i nóg. I znów patrząc po czasie myślę sobie (z przykrością), że błędem było zostawienie czystej, niezaburzonej tafli wody, jakoś ona słabo koresponduje z katastrofą (choć oczywiście mogłaby to być awaria sprzętu czy choćby jakiś drobny udar albo zawał u ofiary ).  Projekt to troszkę przykrył ale wada wody pozostała.

Co jakiś czas oglądam sobie swoje stare foty i zastanawiam się co zrobiłbym inaczej. Czasem widzę takie niewykorzystane szanse jak tutaj choć bywa, że po 20 latach – mówię ********a robota, Wena nade mną wtedy czuwała. I pracując teraz myślę sobie – dobrze by było abym za czas jakiś jako swój recenzent znów powiedział – jest ok.

Teraz jest fota co wytrzymała dotychczasowe weryfikacje. Rzecz dotyczy pomocy ofiarom wypadków.

Pamiętam, że był spory problem z ruchomością lalki i łokcie przybliżałem do siebie prawie je łamiąc (użyłem drutu, który wyretuszowałem). Tak aby resuscytacja była choć trochę wiarygodna. Dramatyzm zbudowałem tu oświetleniem i kontrastem między sztywną trupią sylwetą ofiary a zaangażowaniem naszego bohatera (w tym jego ciuchów). Ale przy takim zdjęciu zdecydowanie warto pociągnąć rozważania o oświetleniu.

To kliniczny przykład skalowalności oświetlenia (to jest moje autorskie określenie). Czyli jeśli w realu chciałbym użyć reflektora 60 cm to w skali 1 : 6 (jak tutaj) należy zastosować 10 cm. Przenosząc to na inne tematy. Klasyczny parabol 16 cm będzie małym źródłem oświetlenia przy portrecie, przy sylwetce bardzo małym a we wnętrzu budowli wręcz punktowym (podobnie jak softbox 1x1m). Ten sam reflektor za to na planie stolikowym jest wielki a na tym konkretnie zdjęciu może nadałby się do oświetlenia tła choć i tam byłby zbyt duży. Dlatego klasyczne zestawy oświetleniowe stosowane w studiach, na małych planach mogą się okazać (bardzo często tak jest) zbyt duże. Zupełnie jakby ktoś kazał robić portret 3 x 3 m płaszczyznami. Oczywiście jest to wszystko opowiedziane na dużym poziomie ogólności ale chodzi mi o chwycenie pryncypiów. Proponuję czasem zrobić eksperyment myślowy. Powiększyć sobie fotografowany temat np 5x i zastanowić się jak bym to zrobił a za chwilę zmniejszyć go 5 x i też poszukać odpowiedzi. Doprowadzi nas to do nieuchronnego wniosku, że za każdym razem powinniśmy zwiększyć/zmniejszyć proporcjonalnie relacje geometryczne. To po pierwsze, a po drugie – wygląda, że istnieje jedno dokładnie optymalne rozwiązanie oświetleniowe do którego możemy się przybliżać bądź oddalać. Mówię oczywiście o rozwiązaniu w ramach naszej koncepcji.

Takie rozważania doprowadziły mnie kiedyś do konkluzji, że skoro nie mam dobrego zestawu do małych tematów (bo wysłanianie wielkich lamp jest tylko z pozoru sensowne) a kupić ciężko, to trzeba sobie go zrobić. Stworzyłem nawet sobie wskaźnik – podstawowa jednostka do małych planów nie powinna mieć czaszy większej jak 5 cm a do bardzo małych 1 cm. Wracając do foty – widzę na niej (bo oczywiście nie pamiętam dokładnie) 5 reflektorów w tym dwa bardzo precyzyjne.

Na zakończenie jeszcze takie „zachodzące” zdjęcie. Znów o pomocy w górach. Choć tak raczej ofiar się nie wydobywa – czyli licencja poetica.

Wracając do punktu początkowego – widać, że lalkom można powierzyć całkiem poważne tematy. Nie ma problemów z godzinami sesji, wysokimi gażami modeli i skomplikowanymi sesjami. A jak się człowiek postara to nie jest drętwo.

Jak budować mocne wizualnie obrazy cz. I

Jak budować mocne wizualnie obrazy cz. I

Jak budować mocne wizualnie obrazy cz. I

To kolejny tekst, który powstał na potrzeby dyskusji na portalu Nikoniarze. Jeśliby ktoś miał ochotę zadać pytania, wyrazić zdanie odrębne to może się tam zalogować i uczestniczyć w”debacie”.

Jak projektować interesujące wizualnie zdjęcia

Na początek przypomnę, że ciągle uważam, że fotografia powinna mieć przede wszystkim wyrazisty pomysł i zaskakujące ujęcie. Dopiero w trzeciej kolejności mówię o „ładności”. Wolę zresztą tutaj pojęcie „wizualizm”. Rozumiem przez to takie zestawienie środków plastycznych, które sprawia nam przyjemność i chęć oglądania obrazków.
To jest łatwe na gruncie praktyki bo coś nam się podoba a coś nie. Ale odpowiedzieć sobie dlaczego coś nam się podoba, a coś niby podobnego już nie, nie jest prosto. Jako zawodowy fotograf (nie fotoreporter) zmuszony jestem ciągle grzebać się w wizualizmie. Tutaj standardowym zadaniem jest zagospodarowanie rozkładówki jednym, dwoma banalnymi przedmiotami tak aby wszystkim się podobało. Ciągle więc myślę co powoduje nasze zainteresowanie, jak „kupić” uwagę. Wydawałoby się, że można byłoby szukać np w kompozycji i wskazówkach które w rozważaniach o niej się pojawiają. Po części tak jest, ale dla mnie to dopiero trzecia pod względem ważności inspiracja. Wśród różnych kawałków wiedzy przydatnej fotografowi na poczesnym miejscu jest dla mnie psychofizjologia widzenia. Uważam za niezwykle ważne poznanie „toru obróbki sygnału wizualnego” w naszym baniaku.

Widzenie lini

Pierwszą niezwykle istotną wskazówkę znajdziecie już na etapie analizy budowy siatkówki. Na początkowym etapie warstwa komórek dwubiegunowych zajmuje się detekcją linii poprzez wzmacnianie różniących się sygnałów a jednocześnie wygasza te jednakowe. Zobaczcie, już na etapie „matrycy” wbudowano mechanizm co kasuje całe obszary jednakowe tonalnie ale podbija każdą szczelinę! Widać jest to dla nas bardzo ważne, wręcz fundamentalne. Jak się zastanowić to jest to dość oczywiste ewolucyjnie. Podsumowując – kochamy linie. Popatrzmy na takie banalne zdjęcie.

Czy tylko mój wzrok grzęźnie beznadziejnie w tym zdjęciu próbując je odszyfrować? Nie ma tu czego oglądać ale jakoś nie mogę się oderwać. Jak już to na końcu zrobię to mam odczucie, że ktoś mnie robi w balona…

Wniosek pierwszy dla fotografa – dajmy  „oku” coś co lubi – uwypuklajmy linie, redukujmy jednolite płaszczyzny.

Widzenie tonów

Wspominałem już we wcześniejszych tekstach, że na początku XX wieku odkryto, że jako naturalne i interesujące przyjmujemy fotografie w których zostały rozciągnięte partie tonalne cieni i świateł kosztem redukcji partii średnio tonalnych. W oparciu o tę wiedzę powstała zresztą pierwsza technika tonorozdzielcza Persona (a później wiele innych). Nasz mózg obrabiając więc sygnał z siatkówki szczególnie przygląda się partiom cieni i świateł. I znów ewolucyjnie jest to bardzo oczywiste bo tam mogło kryć się zagrożenie. Popatrzcie poniżej i zastanówcie się co przykuwa Waszą uwagę. Czarną płaszczyznę dokoła walizki omiatamy jednym szybkim ruchem ale równie czarną wykładzinę z prążkami już dokładnie oglądamy. Odbywa się to niezależnie od najwyższych świateł.

Wniosek drugi skoro mózg lubi zróżnicowane szczegóły w światłach i cieniach to mu je dajmy. I wniosek dopełniający jeśli wrzucimy delikatnie zróżnicowana płaszczyznę to mózg nie będzie się nią interesował.

Poziom odniesienia

Trzecim interesującym zagadnieniem z psychologi widzenia, które już samodzielnie wykoncypowałem, jest coś co nazwałbym poziomem odniesienia. Dokładnie tym jest WB gdzie oko adaptuje się do koloru światła mimo, że przecież ma ono nieraz diametralnie odmienny kolor. Podobnie jest moim zdaniem z ustaleniem 'punktu bieli”. Jeśli kartka jest delikatnie szara (czyli niższej jakości papier) to przyjmujemy ją za białą. Dopóki nie położymy na tym bardziej białej próbki to kartka będzie biała a nie lekko szara.

Wniosek trzeci jeśli całą kartkę zadrukuję bardzo delikatnie szarym (czyli drobnym rastrem) a pod nielicznymi szczytowymi partiami świateł nie będzie rastra to te partie mój mózg odbierze jako szczególnie świecące i się nimi zainteresuje.

Te trzy wnioski, wynikające z psychofizjologii widzenia, są dla mnie fundamentalne czyli pamiętam o nich zawsze. Są jeszcze inne, równie ważne, np. dotyczące koloru, oglądania sekwencyjnego. Proponuję abyście wzięli sobie jakiś porządny podręcznik popularnonaukowy i poczytali o tym jak to działa bo jest to po prostu niewiarygodne i fascynujące. Jak się odrobię z wiekowych zaległości to może jeszcze kiedyś wrócę do tego aspektu.

Równie ważne wnioski jak te trzy powyższe wynikają z analizy procesu reprodukcji (powielania) obrazu. Napiszę o tym na pewno, choć nie wiem kiedy.

A teraz trochę obrazków. Popatrzcie na nie z punktu widzenia przeczytanego tekstu. W sferze koncepcji ilustrowały one artykuł o dopingu. Ciekawe jest tutaj zestawienie rysunków, które przekazują koncepcję ale nie dają wskazówki co do tego jak zrobić mocny obraz. To powinno być domeną fotografa. Czyli sprawdźcie jak się mają linie, gdzie są usytuowane tony i gdzie jest punkt bieli.

W sferze wykonawczej jak widzicie wprowadziłem trochę zmian – zmieniłem tło w okularkach aby projekt był ciekawszy. Dodałem odbicie koła aby troszkę zrobić obraz pełniejszym bo to była rozkładówka. W druku było tak
Na zakończenie, aby dobrze się utrwaliło, przywołam pracę co już była w blogu zamieszczona. Grafik zrobił tylko jedną drobną rzecz – wyczyścił tło. Skutki te drobnego ruchu możecie sami sobie ocenić.
To jest dobra pointa także do sąsiedniego wątku na forum gdzie założyciel chciałby na białym (zero) tle umieszczać fotografie produktów.

Tworzenie serii – między constansem a zmiennością

Tworzenie serii – między constansem a zmiennością

Tworzenie serii – między constansem a zmiennością

Jak SM zmieniają fotografię użytkową i dlaczego

Takie zdjęcie jeszcze z 5 lat temu nie przyszłoby nam do głowy. W dobie oglądania świata przez ekran telefonu i umieszczania tego na fejsie inspiracja jest raczej oczywista. Poza tym „nowatorskim” ujęciem zwróciłbym Waszą uwagę na sposób tworzenia tej serii.

W zasadzie jest to constans – stały układ (jak w katalogówkach). Zaletą tej kompozycji jest to, że temat jakim są bransolety i inne „śmieci” noszone na przedramieniu zajmuje zasadniczą część kadru (czyli producenci będą ukontentowani). Ciuchy (małe i niezbyt ostre) są dopełnieniem wskazując na styl. Dwa pozostałe aspekty jakim był dobór koloru i póz pozwolił nam stworzyć interesującą opowieść w ramach przyjętego constansu. Do tego dodałem ciekawe, wyraziste cienie i przyjemne światło w pierwszym planie.
Pierwsze fioletowe zdjęcie ma miejsce na tytuł. Dwa pozostałe tworzyły rozkładówkę. Razem dało to piękną realizację za którą (bezkrytycznie) przyznałem sobie 5 (w skali do 5)
Dopiero po czasie zdałem sobie sprawę z fundamentalnej różnicy między tym zdjęciem a innymi, które dotychczas robiłem. Dotychczas autorem zdjęć był fotograf. Oczywiście był podmiotem niejako domyślnym, ale bez wątpienia był – czy to sprawcą czy obserwatorem. Tutaj autorem jest domyślnie model (czy jak wolicie użytkowniczka). Po prostu przy pomocy tel dzieli się czymś dla niej istotnym. Ma to zupełnie inny wymiar oddziaływania psychologicznego i chyba tę bajkę kupujemy mocniej…

Nad takimi sprawami obecne pokolenie chyba się nawet nie zastanawia bo to jest jego naturalne środowisko ale dla mnie było to jakieś odkrycie. Modelka, stylistka, fotograf a kojarzyć ma się z szybką fotką wykonaną tel…